CO ZJEŚĆ W ZAMOŚCIU? PRZEWODNIK PO MIEŚCIE IDEALNYM

Zamość nazywany jest „perłą polskiego renesansu” i nie ma w tym ani grama przesady. Miasto założone w 1580 r. przez kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego ma bardzo bogatą historię, a co za tym idzie, mnóstwo obiektów do zwiedzania. Otoczona murami twierdza pełna jest też wydarzeń historycznych i kulturalnych, a to, że wpadniecie tu na kogoś w stroju z dawnej epoki, jest więcej niż pewne. A przy tym wszystkim, to położone na skraju pięknej krainy Roztocza miasteczko, wcale nie jest tłoczne i przepełnione turystami – i tym właśnie do końca zdobyło nasze serca. Warto też wiedzieć, że Zamość zapisał się mocno w historii kulinariów - bowiem to właśnie w nim (a nie w Szwecji) powstała koncepcja „szwedzkiego stołu”. Spieszę więc dziś do Was z poleceniami gdzie w Zamościu warto zjeść, wypić, gdzie udać się na lody, a gdzie na regionalną kuchnię. Zapiszcie sobie to miasto na listę „must see” a potem eksplorujcie kulinarnie i nie tylko!

 










 

NA KUCHNIĘ REGIONALNĄ:

Zamość to miejsce wielu wpływów kulinarnych. Ze względu na położenie na szlaku handlowym miasto szybko się rozwijało, a stopniowo osiadali w nim Żydzi, Ormianie czy Grecy. Każdy z nich pozostawił jakąś cząstkę swych kulinarnych tradycji. A i samo Roztocze ma swoją tradycyjną kuchnię pełną grzybów, ziemniaków, kasz czy kapusty. To proste, chłopskie jadło, bardzo sycące. Aby spróbować zarówno dań Zamojszczyzny jak i mało u nas popularnej kuchni ormiańskiej, wpadnijcie koniecznie do RESTAURACJI MUZEALNA - ORMIAŃSKIE PIWNICE. Na pewno jej nie przegapicie, bo mieści się tuż obok zamojskiego ratusza, w jednej z pięknych i kolorowych kamienic ormiańskich. Tylko tutaj spróbujecie sezonowej zupy z pokrzywy (13 zł), która jest prawdziwą bombą witaminową. Smak jej mogę określić jako coś pomiędzy koperkową a szczawiową. Zabielana śmietaną jest delikatna, ale o charakterystycznym smaku. Naprawdę warto spróbować!

 



Kolejnym regionalnym specjałem jest Piróg Biłgorajski (23 zł) czyli zapiekana w cieście masa z ziemniaków, kaszy i twarogu. Przypomina mocno babkę ziemniaczaną, ale by nadać mu intensywności w smaku koniecznie polejcie go sosem z leśnych grzybów.  

 


Wartą spróbowania pozycją są też regionalne gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami na Oleju Świątecznym Roztoczańskim, podane z grzybowym sosem (24 zł). Bardziej zdecydowane w smaku niż Piróg, o oryginalnym posmaku lekko kwaskowej kapusty. Solidne danie!

 


Kuchnia ormiańska to znane wszystkim chaczapuri, kebab czy baklava, ale my sięgnęliśmy po nieznaną nam potrawę czyli Siserow Sup – ormiańską zupę mięsną z warzywami i cieciorką (14 zł). To coś w rodzaju gulaszowej, choć wywar jest bardziej klarowny i lekko pikantny. Dobra pozycja na rozgrzanie w chłodniejszy dzień.

 


 

NA KUCHNIĘ POLSKĄ I DZICZYZNĘ:

Gdy robiłam rozeznanie na różnych forach jedzeniowych, jakie miejsca polecane są w Zamościu, żadna nazwa nie powtarzała się tak często jak RESTAURACJA BOHEMA. Umiejscowiona w zabytkowej kamienicy Bystrzyckiego, tuż przy Rynku Wielkim, kusi nie tylko roztoczańską dziczyzną i kuchnią regionalną, ale i przysmakami włoskimi – które nie pojawiły się tu przypadkiem, bowiem Zamość od wieków był nazywany „Padwą północy”, a swój wygląd „miasta idealnego” zawdzięcza włoskiemu projektantowi Bernardo Morando. Piwnice restauracji rzeczywiście przywołują na myśl styl bohemy – artystyczny, nieco tajemniczy, ale i pełen otwartości. Przygaszone światła dają tu niepowtarzalny nastrój, choć niestety nie są wdzięcznym pomocnikiem w robieniu zdjęć
😉
Z karty na pewno warto wybrać Tarciuch ziemniaczany (14 zł) czyli smażone ziemniaczane kwadraciki okraszone wiejskimi skwarkami, podane ze świeżym szczypiorkiem i śmietaną. Takie proste i takie pyszne, zachwycą nie tylko fanów placków ziemniaczanych. 

 



Smaczny jest też żurek roztoczański (18 zł), który prócz klasycznego wsadu w postaci białej kiełbasy i jajka zawiera też kostki białego podsuszanego sera. Powiem Wam, że ten dodatek zaskakująco pasował do zupy. Kostki twarogowe przypominały mi trochę indyjski ser paneer. Nie wpadłabym na dodanie takiego składnika do żurku, ale warto było dać się zaskoczyć!

 



Z włoskich akcentów spróbowaliśmy jeszcze kremowy pęczak z kurkami i tartym parmezanem (16 zł), który choć smaczny, to na dłuższą metę okazał się dość mdły i ciężki. To raczej danie, które można potraktować jako ciepłą przystawkę do podziału dla dwóch osób. Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że przy restauracji działa też cukiernia bogata w piękne i smaczne ciasta.



NA KUCHNIĘ WEGETARIAŃSKĄ (I NIE TYLKO):

Jak już mogliście się zorientować, kuchnia Zamościa i okolic, jeśli chodzi o restauracje, głównie mięsem stoi. Ale wśród tradycyjnych, znanych mieszkańcom od lat lokali, 3 lata temu pojawiła się perełka w postaci FIGA Z MAKIEM BISTRO i wprowadziła powiew świeżości na zamojski Rynek Wielki. Prócz pizzy i burgerów, które są bezpiecznym wyborem szczególnie dla młodych bywalców, znajdziecie tu pyszne dania wegetariańskie oraz udane mariaże regionalnych smaków z nowoczesnymi potrawami. My sięgnęliśmy najpierw po oryginalne flaki z boczniaków (14 zł). Powiem Wam, że flaki to jedna z nielicznych kulinarnych rzeczy, która różni nas z mężem. Ja ich nie znoszę, a mąż uwielbia. A tutejsze boczniakowe flaczki zachwyciły nas obojga. Gęste, dobrze doprawione, boczniaki świetnie imitowały flak, nie wydzielając przy tym charakterystycznego nieprzyjemnego zapachu. I mimo braku mięsa była to naprawdę sycąca pozycja! A podany do niej jeszcze gorący bajgiel dopełnił tylko wyżyn przyjemności.




Na szczęście po tak udanym początku było już tylko lepiej. Duszone żeberka w miodzie podane z prażuchą ziemniaczaną i marynowanymi warzywami (33 zł) były idealnie mięciutkie i w sam raz słodkie. Prażucha to kolejna rzecz z ziemniaków, której musicie spróbować. Smażone kluchy z prażonej mąki i ziemniaków to chrupiący, ale nie za tłusty dodatek, odpowiednio doprawiony ziołami. Marynata do warzyw była bardzo intensywna, co świetnie wpasowało się w nasze gusta.



No i jeszcze przepyszne i wyglądające jak z obrazu impresjonisty confitowane kacze udko podane z sosem śliwkowym, gnocchi z batatów i puree z jabłka (34 zł). Te gnocchi to będą mi się chyba śniły po nocach, a sosy i puree komponowały się z miękkim mięsem kaczki idealnie.



A jeśli jeszcze załapiecie się na sezon, koniecznie zamówcie dzbanek lemoniady z rabarbarem (20 zł za 1 litr). Nie mogliśmy się oderwać od niej ani ja, ani mąż, ani nasz półtoraroczny brzdąc. 


 

NA BURGERY:

Jednym z nowocześniejszych lokali przy Rynku Wielkim jest burgerownia KROWA NA MIEDZY. Zawsze pełna klientów i to nie dziwi, bowiem kanapki mają nie dość, że smaczne, to jeszcze fantazyjne. My zamówiliśmy na wynos ostrą Dziką Krowę na Bogato (22 zł solo, 29 zł w zestawie z frytkami/ nachosami i sosem) z bułką, sosem, wołowiną, roszponką, podwójnym serem, nachosami, pomidorem, cebulą, jalapeno i sosem tabasko. Jesteśmy przyzwyczajeni, że ostre burgery są zazwyczaj ledwo pikantne, ale ten to naprawdę mocny zawodnik. Piecze przy jedzeniu i jeszcze następnego dnia
😉
No i porcja też bardzo solidna.
Druga zamówiona przez nas kanapka to Krowa w Zakopanem (20 zł solo i 25 zł w zestawie) z bułką, sosem, wołowiną, rukolą, bekonem, serem wędzonym i żurawiną. Jedyne do czego mogę się tu przyczepić to mało intensywny smak sera wędzonego. Poza tym obie kanapki po przyniesieniu do domu miały mięso przyrządzone na medium, co pozwala śmiało stwierdzić, że na miejscu byłyby idealnie medium rare. Dobre frytki i bardzo dobre do nich domowe sosy i reasumując kolacja była naprawdę udana.





NA CEBULARZE:

Całe województwo lubelskie słynie z cebularzy czyli pysznych okrągłych wypieków z masłem, cebulą i makiem. To świetna rzecz do zabrania w drogę na zwiedzanie, a nawet do przywiezienia z podróży (byle szybko zjeść). Najlepsze są ponoć w wersji żytniej w PIEKARNI GRELA, ale przyznam Wam szczerze, że do położonej w dalszej od Starówki części miasta, nie udało się nam dotrzeć ze względu na pogodę, która ostatniego dnia pokrzyżowała nam mocno plany. Jeśli zaś jesteście w rejonie wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Rynku Wielkiego w Zamościu, zajrzyjcie do sklepiku CEBULARZ ZAMOJSKI na podcieniu naprzeciwko Ratusza. Poznacie go po apetycznej wystawce ze skrzynkami pełnymi cebularzy. I po zapachu oczywiście
😉




NA CIASTO:

W stolicy Zamojszczyzny zjecie dobre ciasta w wielu miejscach – jak choćby we wspomnianych wcześniej kawiarniach czy w cukierni Bohema. Ale na jedno ciastko chcielibyśmy zwrócić Waszą szczególną uwagę, bowiem zjecie je tylko tutaj. Jego nazwa „Owocowe” nie kusi niczym szczególnym. Ale masa z białek pełna cukru i smaku cytryny, umiejscowiona pomiędzy dwa półfrancuskie płaty, to naprawdę oryginalny wybór. Ciastko jest turbo kwaskowe i turbo słodkie. Legenda głosi, że ktoś kiedyś zjadł dwa 😉 Ale na pewno warto go spróbować i wyrobić sobie własne zdanie. Dostaniecie je w CUKIERNI U KOWALA (B. i Z. KOWAL) przy Rynku Wielkim w cenie 4 zł.





NA LODY:

W sezonie letnim w Zamościu lody zobaczycie na każdym kroku, ale nigdzie nie zjecie takich jak w BOSKO. Nazwa oczywiście zobowiązuje, bo smaki są tu naprawdę nieziemskie. Figa z makiem? Bardzo proszę. Sorbet z Aperol Spritza? Nie ma sprawy! Wszystko własnej produkcji i z wielkim ukłonem zarówno w stronę wegan czy bezlaktozowych (nie tylko sorbety, ale i lody na mleku ryżowym) jak i diabetyków (lody bez cukru). Nawet w Warszawie ze świecą szukać tak otwartych na potrzeby klientów lodziarni. A jak jeszcze smakuje bosko, to nie mam więcej pytań…





NA KAWĘ:

Zamość obfituje w sporo dobrych kawiarni, a kawa spieciality nie ma przed nimi tajemnic. Zacznę od położonej przy synagodze kawiarni MAZAGRAN, która oprócz pysznej świeżo palonej kawy z lokalnej palarni serwuje też apetyczne domowe ciasta, własne lody i to co najważniejsze – własną ręcznie wyrabianą chałwę. Zanim zaczniecie kręcić nosem pospieszę z wyjaśnieniem, iż absolutnie nie znoszę chałwy za to że jest zbyt słodka i mdła. I dzięki niebiosom, że w Mazagranie swoją oryginalną chałwę słonecznikową (8 zł) słodzoną tylko miodem wyłożyli do degustacji, bo dzięki temu poznałam jej smak i do Warszawy wróciłam uzbrojona w 10 opakowań (na prezenty i dla siebie też, a co!). Klasyczną chałwę też mają i też słodzą ją tylko miodem. Jest po prostu wspaniała, kupujcie koniecznie!





Z kolei miejscem, w którym sami palą kawę, jest położona przy Rynku Solnym GALICYA CAFE. Tu wypijecie takie nowoczesne mixy jak Espresso Tonic, ale i lokalny przysmak, którego musicie koniecznie spróbować – Galicyjskie Espresso, zwaną też tu i ówdzie Kawą Chmielnickiego, gdyż podobno to Bohdan Chmielnicki (przywódca Kozaków) sprowadził ją do Zamościa podejmując zakończony klęską szturm na Zamość. To nic innego jak kawa z mlekiem dosmaczona miodem i przyprawami korzennymi. Choć kojarzyć się może z zimową porą, top jest naprawdę pyszna i otulająca niczym kołderka w każdy możliwy dzień roku.






 Smakowitej podróży do Zamościa!






Komentarze

  1. Taki przypadek- jestem wraz z rodziną na zdjęciu z Ormiańskich Piwnic.☺️

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo nie lubię gotować, dlatego jedzenie na mieście to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Zazwyczaj staram się wybierać punkty gastronomiczne, które serwują nie tylko pyszne, ale i zdrowe dania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy opis miejsc z kilku skorzystaliśmy. Ława w Mazagranie rzeczywiście pyszna,krówki rewelacja. Obsługa miła, pomocna i profesjonalna. Fajna miejscówka. Restauracja Muzealna Ormiańskie Piwnice dla nas katastrofa, dania regionalne bez smaku,wysuszone ale co najgorsze źle się po nich czułam,bardzo źle.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popular Posts