WARSZAWSKI SEN - Sen czy koszmar?

Nazwisko Gessler na wielu działa jak kulinarny magnes. I choć prym wiedzie kontrowersyjna, choć niezastąpiona Magda Gessler, to gwiazda jej bratanka – Mateusza Gesslera - świeci coraz jaśniej, również za sprawą telewizyjnych programów takich jak „Masterchef Junior” czy „Drzewo marzeń”. Mateusz jest obecnie właścicielem trzech lokali w Warszawie – Warszawy Wschodniej, Ćmy oraz Warszawskiego Snu. Dwie ostatnie znajdują się naprzeciw siebie w nowoczesnej Hali Koszyki. A ostatnia jest wśród tego trio najmłodszą siostrą, otwartą w zeszłym roku. Czy wykwintna kuchnia z Warszawskiego Snu rzeczywiście była niczym sen?


Pod względem wystroju jak zwykle można na Mateusza Gesslera liczyć. A dokładniej na jego wyczucie smaku i zamiłowanie do sztuki, również użytkowej. Minimalizm w meblach styka się z wyeksponowaniem interesującej rzeźby i z piękną i oryginalną zastawą stołową. Otwarta kuchnia stanowi dodatkową przyjemność dla oczu. Na wstępie przejmuje nas obsługa, która już do końca popołudnia spisywać się będzie na medal, doglądając nas na wszystkie sposoby, ale bez nachalności i przesadnej sztywności.  






Na czekadełko dostajemy oczywiście chleb z masłem, tym razem koperkowym. Z jednej strony nie dziwi mnie ten fakt, gdyż podobne czekadełko dostałam lata temu w Warszawie Wschodniej, z drugiej strony po takiej restauracji spodziewałabym się czegoś bardziej oryginalnego…


Na przystawkę zamawiam flagowe danie innego znanego kucharza – Gordona Ramsaya.  Polędwica Wellington z foie gras, czarnym czosnkiem i galaretką z palonego miodu (38 zł) nie wygląda niestety jak gorący przysmak Gordona, a zostaje raczej sprowadzona do roli warszawskiego schabu z weselnego stołu. W zimnej postaci i w galarecie zanika zarówno smak cennego foie gras jak i miodu. Szkoda. 



Na szczęście foie gras apetycznie króluje w drugiej przystawce – medalionie wołowym owiniętym szynką z foie gras na grzance z galaretką z calvadosu (38 zł). Jest kremowe i intensywne jak trzeba, grzanka apetycznie chrupie, a najważniejszy bohater – medalion wołowy, jest idealnie soczysty, nie żylasty, z pięknym różowo-czerwonym wnętrzem. 



Sezonowość ukazuje się nam w pierwszej z zup – kurkowej z tymiankiem (36 zł). Cena jak na zupę zaskakująca, szczególnie gdy na kurki jest najlepszy czas. A kwota ta boli tym bardziej, że pomimo pysznych grzybów, sam bulion (nalewany przy kliencie) jest mało esencjonalny. Mimo, że w miarę jedzenia i namaczania obecnych w nim kurek, nabiera nieco smaku, to zdecydowanie przydałoby mu się dłuższe gotowanie. W dobie ramenów klienci mogą oczekiwać od bulionu gamy aromatów, a z polskich grzybów da się ją przecież „wyciągnąć” doskonale.


Braki w intensywności nadrabia za to krem z raków z pianą rakową i ptysiem (48 zł). Czy jest to danie warte prawie 50 złotych pozostawię do decyzji Wam, ale faktem jest, że ta zupa to prawdziwa rakowa esencja. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że Ci z Was, którzy dotychczas jedli zupy z raków w różnych restauracjach, lub popularne szyjki rakowe jako dodatek do dań, mogą nagle odkryć że kochają lub nie znoszą smaku raków. W tej zupie jest go bowiem naprawdę mnóstwo.



Na pierwsze danie główne zamawiamy polędwicę z sarny z sosem jałowcowo-jeżynowym na puree grzybowym (68 zł). Mięso jest przyrządzone idealnie, jest sprężyste i soczyste zarazem, ciekawego smaczku dodaje mu zielona kruszonka. Puree grzybowe konsystencją przypomina raczej zwarty mus, ale smak ma oryginalny i interesujący, lekko słodkawy. Z kolei jeżyny przełamują potrawę kwaskowością. To danie warte powtórzenia.




Równie udana jest dzika przepiórka faszerowana wędzoną śliwką i gruszką w sosie śmietanowym z boczkiem (76 zł). Choć opis dania w karcie nie do końca zgadza się z tym co znajdujemy na talerzu. Delikatna, ale wyrazista w smaku przepiórka zostaje podana w dwóch sztukach w swojskim garnuszku. Sos do przepiórki jest przepyszny, ale farszu w niej nie znajdujemy. Być może znajduje się on wyłożony w miseczce podanej do dania, w której leży gęste puree o smaku nieco korzennym. Do tego marynowane buraczki i potrawa ta jest z pewnością godna uwagi.




Posiłek popijamy domowymi lemoniadami, których różnorodność w menu raczej nie powala (klasyczna, pomarańczowa i grejpfrutowa), ale są przyjemnie orzeźwiające i smaczne.



Warszawski Sen to miłe miejsce ze świetną obsługą i naprawdę niezłą kuchnią. Pytanie brzmi jednak czy „niezła kuchnia” to określenie wystarczające na menu w takich cenach i lokal sygnowany nazwiskiem telewizyjnej i gastronomicznej gwiazdy. Spodziewałam się petard a dostałam po prostu przyjemny posiłek.


OCENA:  3.5 / 5


WARSZAWSKI SEN
Koszykowa 63
Warszawa


Komentarze

Popular Posts